Adrenalina Tomka Kowalskiego

Tomek Kowalski
6 maja 2011 / piątek

(Artykuł opublikowano: 6 maja 2011 www.zw.pl)

 

Twórcze Horyzonty piątkowy wieczór 6 maja zarezerwowały na spotkanie z Tomaszem Kowalskim, który w tym roku na XIII Ogólnopolskich Spotkaniach Podróżników, Żeglarzy i Alpinistów, zdobył prestiżową nagrodę Andrzeja Zawady, przyznawaną w formie grantu w wysokości 15 000 zł. Jest to nagroda prezydenta Gdyni, przyznawana młodym podróżnikom. Tym razem grant został przeznaczony na zdobycie wszystkich siedmiotysięczników na terenie byłego ZSRR. Do tej pory najszybciej zdobył wszystkie szczyty w ciągu 42 dni Denis Urubki. Tomasz Kowalski zamierza pobić ten rekord.

Pomimo tego, że spotkanie z Tomaszem Kowalskim zapowiadano jako spotkanie z człowiekiem, który w 2009 roku postanowił wyruszyć w podróż dookoła świata, sam pokaz slajdów we Wschowie dotyczył zdobywania korony ziemi, czyli najwyższych szczytów na siedmiu kontynentach. Tych szczytów jest dziewięć i mieliśmy okazję zobaczyć w jaki sposób Tomasz Kowalski zdobył do tej pory sześć szczytów: Mont Blanc, Kilimanjaro, Elbrus (Rosja), Aconcagua (Argentyna), górę Kościuszki (Australia) oraz Denail (Ameryka płn).

 

O nagrodzie Andrzeja Zawady:  Tomasz Kowalski: Najpierw trzeba złożyć projekt wyprawy. Kapituła spośród wielu złożonych projektów wybiera kilka. Następnie spotyka się z każdym autorem projektu indywidualnie, na zasadzie takich tajnych rozmów kwalifikacyjnych. Z tych rozmów kapituła wyłania jedną osobę, która otrzymuje grant na realizację swojego projektu. W tym roku wygrał projekt zdobycia siedmiotysięczników na terenie byłego ZSRR i tak się szczęśliwie złożyło, że to był mój projekt.

 

O samym grancie:  T.K.: Projekt przewiduje rzeczywiście pobicie rekordu Denisa Urubki, czyli musiałbym zdobyć szczyty szybciej niż w 42 dni. Ale to jest tak naprawdę rzecz trudna do przewidzenia. Bardzo wiele zależy od pogody i tysiąca innych czynników zupełnie niezależnych ode mnie. Poza tym grant może nie wystarczyć na zdobycie pięciu szczytów. Gdyby to był jeden lub dwa, to tak. A tak największe koszty będzie trzeba ponieść dojeżdżając do baz głównych helikopterami.

O pierwszym nieudanym podejściu na szczyt Aconcagua :  T.K.: Nie podjąłem walki, woda w płucach, którą opiniował lekarz zdarzyła mi się na niskiej wysokości. Miałem w ogóle obawy, że moja przygoda ze zdobywanie szczytów zakończy się właśnie tutaj. Wszystko wskazywało na to, że mój organizm nie jest w stanie poradzić sobie z wysokościami. No i trzeci punkt, czyli finanse. Czas przygotowań i miejsce, w którym znalazłem się – to oczywiście konkretne koszty, które straciłem. Na szczęście przygotowałem się do następnego podejścia o wiele lepiej i w 2009 roku zdobyłem szczyt.

Przygotowanie finansowe:  T.K.: Wejście na Aconcagua – 6000 zł, Mont Blanc – za darmo, Elbrus – między 1000 zł a 1500, Kilimanjaro, to około 3000 zł. Mont Everest to około 12 tys. dolarów.

 

Następny szczyt?  T.K.: Chciałbym w następnym roku wyruszyć na Mont Everest. Ale muszę znaleźć sponsorów, czyli osoby, które zdecydują się użyć mnie jako żywą reklamę. Natomiast moim głównym celem jest dzisiaj założenie własnego biura podróży. Staram się o dotacje z Unii Europejskiej, jestem na dobrej drodze i jeżeli wszystko się powiedzie, to otworzę biuro podróży w Poznaniu.

źródło (tekst oraz zdjęcie) : zw.pl